Ann. 27 kwi 2010

Kompletnie straciłam poczucie czasu, myśli o mojej przyszłości u boku Maćka pochłonęły mnie do reszty, przez co straciłam łączność ze światem na jakąś godzinę czy półtorej. Ze stanu wstrzymania wyrwał mnie głos Kuby.
- Zuźka, wysiadamy! - drąc mi się do ucha, pociągnął za rękę. Na ramieniu miał swoją torbę, niebiesko-czarną z logo Nike'a, a dłoń - zaciśniętą na uchwycie mojego małego fioletowego cuda od Roxy.
- Możesz mi dać moją walizkę? - spytałam, gdy kulturalnie staliśmy na końcu kolejki pchającej się do wyjścia. Na zewnątrz Pilgrim dyrygował grupą - dziewczyny na lewo, chłopcy na prawo.
- Jasne, trzymaj.
- Kuba, ja... Może to nie jest dobry moment, ale... - chyba nie wiedział, że nie czeka go radość.
- Słucham, mów - zachęcił mnie.
- Nic do Ciebie nie czuję. Przykro mi - i niewiele myśląc zwiałam do drzwi busa, które właśnie się otwierały. Miałam to szczęście, że wybiegłam jako pierwsza. Z oka na chodnik spłynęła moja łza. Dlaczego? Przecież nic do Kuby nie czuję... A jeśli coś czuję, to znaczy, że jest ze mną hipermega nie za dobrze. Albo zrobiłam z siebie idiotkę, bo może on działał z czystej kultury, a nie miłości? Sama już nie wiem, co mam myśleć. Ogólnie moje życie jest beznadziejne…
- Marzenia spełniają się, trzeba tylko w nie wierzyć. To taka podstawa, dla niektórych nawet życiowa. Co ci się stało? - nie wiem, jakim cudem dotarłam do Maćka, który stał pod tym naszym ośrodkiem, oddalonym od busa o jakieś 10m.
To coś, w czym mieliśmy mieszkać przez najbliższe 3 tygodnie, było całkiem normalnie wyglądające, a przynajmniej z zewnątrz. Ściany budynku były piaskowe, a okiennice – ciemnobeżowe. Ogólnie przyjemnie się na to patrzyło. Przy głównym wejściu, tzn. szklanych drzwiach przesuwnych, przywieszona była tabliczka, informująca `Do morza tylko 10m!’. Praktycznie wszyscy szczęśliwcy, którym udało się już wydostać z busa, ucieszyli się z tej ciekawostki.
- Mnie? Nic - nie udzielę mu odpowiedzi na to pytanie. – Wyglądam, jakby mi się coś stało?
- Hmm, muszę na to odpowiadać?
- Nie, uznajmy sprawę za zamkniętą.
- Zuza, czy do ciebie muszę kierować jakieś specjalne instrukcje? Nie słyszałaś, dziewczyny na lewo, chłopcy (!) na prawo? – Jezu, jeszcze ten debil.
- Taaa, już idę, panie P.
- Przepraszam, pan jaki? – ehm, nieważne ;d. Fajnie, wszyscy, którzy znali jego przezwisko, czyli mniej więcej 70% tutejszej ludności, pękało ze śmiechu…
- Panie Ryszardzie, chyba się pan przesłyszał – ha, ha. Skasowałam ich ;p.
- Miejmy nadzieję – i odszedł do pani Sylwii. Mają romans?
- Świetna jesteś.
- Aga, nie podlizuj się. Pliss. Gdybyś została zignorowana przez swoją best friend trzy razy w ciągu jednego dnia, też by ci się różne rzeczy wyrywały…
- Yhm, rozumiem, że nie masz ochoty ze mną rozmawiać, tak?
- Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – powiedziałam i odeszłam w stronę Mai. Mimo wszystko, teraz to właśnie ona wydawała mi się kimś, komu można zaufać i kto cię nie wystawi. Jakiś instynkt czy coś mi to podpowiadał. Nie zamieniwszy z nią ani słowa, stanęłam obok i wyciągnęłam komórkę. Mam iPhone’a od Burberry, zbierałam na niego rok, przy czym musiałam zrezygnować z lustrzanki i ray-banów. Ale to nie ma znaczenia.
. . Tyle jej na razie wystarczy. Po co się rozpisywać?
- Zuza, jesteś z nami w pokoju?
- Hm, co?
- No, jesteś ze mną i Oliwią w pokoju?
- Taa.
- I chyba też z Agą­­?
- Taa, dobrze, że mi przypomniałaś, Maja.
- Stało ci się coś? – ja nie wiem, dzisiaj jest dzień pytania ‘Stało ci się coś?’? Porąbało ich wszystkich czy ja tak źle wyglądam?
- Oprócz tego, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ludzie, na których mi zależy mnie unikają, ogólnie moje życie nie ma sensu, to czuję się całkiem dobrze, dzięki, że spytałaś, a co u ciebie?
W tym momencie zabrzmiał dzwonek mojej komórki, a mianowicie ‘Telephone’ Lady GaGi i Beyonce.
- Cześć, mamo.
- Zuza, jak to dobrze, że dojechałaś. Jaką macie pogodę? Ciepło się ubierasz? Co było na obiad?
- Ehm, świeci słońce, jestem ubrana, tak jak byłam (szare rurki, biały top, szara marynarka, popielata chustka, czarne baleriny [to dla Klef, pamiętasz tą laskę na Ludwiku xD?]), a obiadu jeszcze nie było. Jak zjem, to ci wyślę SMS-a, ok?
- Tak, dobrze, nie zapomnij. Tylko nie dzwoń, mam za 15 minut zebranie z kelnerami.
- Jasne, kocham cię, pa.
- Pa.
Moja matka jest nadopiekuńcza. Ogłaszam to wszem i wobec.
- Zuza, nie jest tak źle, jak sądzisz – Majka mnie ‘odczarowała’ tym swoim ciepłym, słodkim głosem.
- Co ty o mnie wiesz? NIC – odparowałam jej i udałam się w stronę marmurowego ‘tarasu’, który znajdował się przed szklanym wejściem do ośrodka. Usiadłam na jego brzegu i wystawiłam twarz do letniego słońca. Happy. Siedziałam tam z 10 minut, przysłuchując się krzykom Pielgrzyma, który starał się poustawiać moich ‘towarzyszy’ w rządki, gdy nagle coś, a raczej ktoś, zostawił mi drogę.
- Czemu tak siedzisz sama? – no nie, znowu ten Kuba. Mam go dość.
- Zrobiłam z siebie idiotkę i nie mam przyjaciół. Możesz mnie zostawić? – poprosiłam grzecznie. Za grzecznie jak na mnie.
- Może jednak zostanę? – upierał się przy swoim.
- Kurwa, nie rozumiesz, lalusiu?! Spieprzaj! – wydarłam się na tyle głośno, że każdy, w promieniu 500 metrów, mógł mnie usłyszeć. Oczywiście wszyscy popatrzyli na mnie zdumionym wzrokiem. Wszyscy, oprócz Maćka. Płakałam na maksa, nie mogłam powstrzymać łez. Nie chciałam. I, nie wiem, co mnie tknęło, wstałam i pobiegłam przed siebie. Nikt nie mógł wydusić z siebie słowa, nikt natychmiast nie pobiegł za mną. Nic. Pustka i cisza. Jak w komedii romantycznej, kiedy główna bohaterka zostaje sama ze swoimi problemami, i leży wtedy na swoim łóżku czy gdzieś tam. Zero. Biegłam, wiatr rozwiewał mi włosy. Poczułam bryzę, ale dalej byłam w jakiś zaroślach. Dopiero po stu metrach moim oczom ukazała się plaża. Z uśmiechniętymi rodzinami i dziećmi, z trzymającymi się za ręce zakochanymi, z psami, kotami itp. Ludzie cieszyli się tym, co mają, cieszyli się tą chwilą. Z twarzą mokrą od płaczu usiadłam na gorącym, polskim piasku. Niektórzy ludzie nie doceniają tego, co mają. Ja, niestety, do tych ludzi należę. Siedziałam tak przez dobre półgodziny, patrząc na tych wszystkich ludzi i fale Bałtyku, zanim usłyszałam dźwięk ‘Telephone’. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Maćka. Zrezygnowana odrzuciłam połączenie i wyciszyłam głośnik. Do zera. Jeśli chcą mnie szukać, to znajdą. A jeśli nie… Nieważne. Po następnych 30 minutach moich uszu dobiegło stłumione nawoływanie, coś w stylu ‘Zuza! Zuza, gdzie jesteś?’. Jednak nie jestem na tyle głupia, by odkrzyknąć ‘Tutaj!’. Dla zatuszowania wszelkich dowodów, jakobym słyszała te krzyki, włożyłam do uszu słuchawki i puściłam Eskę Rock. Tylko tyle mogłam zrobić. Mam ich wszystkich gdzieś. Z nudów popatrzyłam na wyświetlacz. Wiadomość na nim brzmiała ‘107 Missed Calls’. Trochę dużo, nie powiem, że nie. Jednak, żeby zrobić na mnie wrażenie, muszą dobić do 200. Wtedy zadzwonię do Maćka z informacją, o miejscu mojego pobytu. Sprytne, nie? Wytrzymałam 10 minut i… znowu zaczęłam ryczeć. Spojrzałam na szybkę (xD) swojego telefonu. ‘201 Missed Calls’. Drżącymi rękami wybrałam numer Maćka. Znałam go na pamięć.
- Mm.. aciek?
- Zuza! Nareszcie! Gdzie jesteś?
- Na… pla… aży. Przyy… jdź.
- Na której plaży? Nie denerwuj się.
- Nie wiem, na któó… rej…
- Dobrze, już cię szukam. Oddzwonię.
I się rozłączył. Uśmiechnęłam się przez łzy. Zależy mu na mnie!
- Halo?
- Ja już jestem na plaży.
- Nie widzę cię…
- Poczekaj, ja cię widzę.
Przybiegł do mnie. Przytulił. Pocałował.
- Zuza. Nie rób tak więcej. Ok?
- Yhm...
- Wracamy.
Przez całą drogę powrotną mnie przytulał. Nie rozmawialiśmy. Nie było sensu. Już wychodziliśmy z lasu, gdy drogę zastąpiła nam jego mama. Nie była zła, była… zatroskana i szczęśliwa, że mnie widzi.
- Zuzia, jak się cieszę, że cię widzę. Maciek, weź torbę Zuzy do jej pokoju, nr 5.
- Dobrze, mamo.
- Zuzia, chodź, zrobię ci herbaty – wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do osobnego budynku, ciemnozielonego bungalowa. – Lepiej się czujesz?
- Yhm…
- Zuzia, nie martw się. Będzie dobrze. Nie ukarzemy cię za coś, co nie było tylko i wyłącznie twoją winą.
- Ale ja… Nie chcę wyjść na kogoś, kto, gdy ostawia histeryczne przedstawienie, od razu ma poparcie innych. Tak to teraz wygląda.
- Zuziu, zrozum, chcemy dla ciebie dobrze. Ja w szczególności.
- Pani? A to dlaczego?
- No bo widzisz…
W tym momencie do środka wpadł Pilgrim, za nim Aga, Maja i Angie.
- Zuza! – cała (!) ta czwórka ucieszyła się na mój widok. Dziewczyny aż piszczały z radości, prześcigając się, która pierwsza mnie przytuli.
- Dziewczyny, zostawcie nas samych z Zuzią – Pilgrim w roli dobrego Anioła Stróża? To się musiało źle skończyć.
- Dobrze – ze smutnymi minami udały się do wyjścia.
Jak znam P., to zaraz rozpocznie kazanie.
- Ugm, więc, Zuziu, podziwiam twoją determinację w dążeniu do celu – co proszę? Jaką determinację? Co on pieprzy? – Ale mogłaś nie używać w tym celu przekleństw. Ogólnie dobrze się spisałaś.
- Nie ma pan do mnie pretensji o to, że uciekłam? Że skompromitowałam nas wszystkich przed pracownikami ośrodka i turystami?
- Nie, cała wina jest po stronie Jakuba, który został za to ukarany.
Zajebiście, jeszcze wymyślili karę dla tego idioty. Super.
- Rozumiem… - tak serio, to nic z tego nie rozumiałam. Ale co tam.
- Dobrze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Teraz idź na obiad.
- Przyjaciele czekają – dodała pani Anecka. – Pospiesz się.
Wyszłam z tego domku i udałam się w stronę szklanych drzwi. W środku zobaczyłam kobietę, dziewczynę w zasadzie. Miała długie, rude włosy, oliwkową cerę i zielone oczy.
- Pomóc ci w czymś? – spytała. Nie była szczęśliwa, że mnie tu widzi. Ruda Zouza.
- Gdzie jest jadalnia?
- Brązowe drzwi.
- Dziękuję.
Z miną męczennicy udałam się w stronę ‘brązowych drzwi’. Jakoś specjalnie mi się tam nie spieszyło. Dźwięk otwieranych drzwi towarzyszył stu parom oczu, które się w nie wpatrywały. Jakimś cudem znalazłam się w środku, pod ostrzałem spojrzeń. Jedne były miłe, serdeczne (stoliki 1,2,3,4,5,6,7,8), inne były z pogardą (stoliki 9, 10). Przy 1-szym stoliku siedzieli: Maciek, Bambi, Wojtek, Łukasz, Aga, Maja, Oliwia oraz… Kuba i Glut. Tylko tam było wolne jedno miejsce. Pomiędzy Glutem a Maćkiem, co mnie nieco zdziwiło, że ta małpa nie chce siedzieć obok niego.
- Zuza, chodź do nas!
- Nie mam innego wyjścia…
Zanim doszłam do stolika, znalazłam się w objęciach Daniela, Wojtka, Łukasza, Oliwii, Natalii, Kamy, Oli, Kasi i długo by jeszcze wymieniać. Na końcu podszedł do mnie Kuba.
- Słuchaj, ja cię chciałem, ten tego, przeprosić…
- Nic nie szkodzi – za mnie odezwał się Maciek. – Teraz ją zostaw.
Posłał mu takie mordercze spojrzenie, że sama nie wiedziałam, czy nie zacząć się bać. Mimo wszystko się do mnie uśmiechnął, co od razu poprawiło mi humor. Chwilę później mój entuzjazm gdzieś się ulotnił. Musiałam usiąść obok Gluta. Niestety. Usiadłam, po czym wpatrywałam się w solniczkę. Zarąbista rzecz, polecam.
- Wszyscy już są? – zza marmurowego blatu wyłoniła się kucharka, pani w średnim wieku, z lekką nadwagą, siwymi włosami i ciepłym uśmiechem. Potakująco pokiwaliśmy głowami. Wtem, pani Ela, bo tak nam się przedstawiła, zarządziła, żebyśmy ustawili się w kolejce po zupę, którą miał być rosół. Wszyscy na raz poderwali się ze stolików, a ja, i moje tempo leniwca zakwalifikowaliśmy się na 99. pozycję tuż przed Kamą, która nie była specjalnie głodna, bo, mądre dziecko, w dzień przed wyjazdem nakupiła 10 paczek pestek z dyni, które zjadła sama, bo nikt z nas za nimi specjalnie nie przepadał.
- Zuzia! Chodź, przyniosłem ci! – Kuba?! Czego on znowu chce?
- Dziękuję… - Niczego innego nie mogłam z siebie wydusić.
Usiadłam na tym swoim przeklętym krześle. Nie miałam siły z nim rozmawiać. Nie zaszczyciłam go nawet spojrzeniem. Po chwili do stolika podszedł Maciek. Miał dwa talerze zupy.
- To dla ciebie, Zuza – powiedział, zrezygnowany. – Jednak widzę, że ktoś mnie już wyręczył.
- Maciek, ja… - no co mu miałam powiedzieć?
- Nie przejmuj się. Patrycja? – zawołał w głąb jadalni. – Chodź mam jeden talerz z zupą!
Nie mogłam uwierzyć, że to zrobił. Dlaczego akurat ona? Przecież na końcu kolejki stała Kama, nie mógł dać jej?
- Oh, Maciuś, dziękuję ci – jej słodki ton wywoływał u mnie mdłości. – Jak to dobrze, że już nie muszę tam stać. Nogi mi wysiadają.
- To trzeba było nie zakładać 15 centymetrowych szpilek i miniówki, żeby się maniacy seksu nie musieli schylać… Proszę, nie zdradzaj szczegółów, chcę zjeść obiad bez wizyty w łazience.
Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. A Maciek… Zaschło mu w gardle. O Kubie nie wspominając – zrobił taką minę, jakby to stwierdzenie dotyczyło także jego…

 ________________________________________________________________
Z dedykacją dla Kleff, de best friend po słońcem, która wgrała ten rozdział, i nawet  sama sobie napisała tę dedykację. Ach. Wrodzona skromność.



II.

Ann. 17 kwi 2010

W związku z awarią mojego neta (spalenie wieży itp.) post ukazuje się właśnie w tej chwili.
xoxo, Ann.

Po wyjściu chłopaków rozmawiałyśmy jeszcze 15 minut. Ogólnie, o wszystkim. Później wtuliłam się w bluzę Maćka, którą zostawił na `kanapie` i udałam się w objęcia snów i marzeń, w których byliśmy razem. Piękne, ale mało prawdopodobne.



- Pobudka! – ktoś mocno szarpnął mnie za ramię. – Zuza, wstawaj!


- Eeeej, walnął cię ktoś po drodze?! – jak oszalała zaczęłam się drzeć na Maćka. Wiem, jestem nadpobudliwa. Ale nic na to nie poradzę xD.


- Zuza, jesteśmy we Władku. Musimy się przesiąść na busy, i dojechać na Hel – stwierdził, jak zwykle przemądrzale, Bambi.


- Nieee mooogliście taak ood razuu? – spytałam, ziewając.


- Inaczej byś nie wstała – dobitnie powiedział mój chyba przyszły chłopak.


Nie skomentowałam tego, tylko oddałam mu bluzę. Wyglądał, jakby wcale nie był zdziwiony. Mało tego, jeszcze porozumiewawczo skinął na Wojtka. Tak serio, to ja już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Ze mną jest coś nie tak, czy z nimi?


- Ok, ja jestem spakowana. Możemy wysiadać.


- Nie zapędzaj się. Któraś wychowawczyni albo twoja przyszła teściowa musi po nas przyjść – Maciek spiorunował Bambiego wzrokiem. Nie miał tego mówić, przynajmniej nie w towarzystwie Maćka. Chociaż mi się to podobało, bo mam teraz świadomość, że Maciek na mnie leci… Tak dla jasności: mama Maćka jeździ z nami na kolonie i zimowiska.


- Nie chciałeś tego powiedzieć, prawda, Daniel? – ton głosu Maćka zdradzał coś więcej, niż tylko `zwykłe` zdenerwowanie.


- Nie, no jasne, że nie – mimo tego zapewnienia, puścił do mnie oczko. – Tak mi się wymsknęło…


- Yhm.


- Ej, chłopaki nie kłóćcie się – Aga chciała jakoś rozładować napięcie w naszym cudownym przedziale. – Pewna osoba ma z tego twojego `wymsknięcia` mega dużo powodów do radości…


- Myślisz o mnie? – Łukasz momentalnie się rozpromienił.


- W pewnym sensie – Wojtek odpowiedział za nią.


- Oooo, widzę, że macie mnóstwo rzeczy do obgadania – w drzwiach pojawiła się mama Maćka. – Pogadacie w ośrodku. Wysiadamy. Zuza, Aga – chodźcie ze mną. Weźcie tylko bagaże podręczne, Maciek – ty weź torbę Zuzy, a Wojtek – Agi, ok.?


- Tak, proszę pani.


- Ok, mamo.


Z niepokojącymi minami udałyśmy za panią Anecką. Czego ona od nas chce?


- Nie bójcie się – nauczyciele czytają w myślach?! – Idziemy do drzwi, przez które będą wychodzić dziewczyny. Pan Ryszard* pilnuje chłopców.


Uśmiechnęłyśmy się nieśmiale. Cieszyła mnie perspektywa zobaczenia Kamy, Angie i pozostałych przyjaciółek. Jednak moja radość nie trwała długo.


- Patrzcie, to ciocia Zuza! – chmara dziewięciolatek otoczyła mnie i Agę. Nie wiem, jak one się tam pomieściły, bo korytarze w wagonach mają po 1,50 m szerokości!


- Emmm, ty jesteś Madzia, prawda? – spytałam uroczej blondynki, z różowymi kokardkami na głowie i plecakiem w kształcie kucyka Pony. Pamiętam, że chyba podobała się mojemu bratu…


- Nie, ja jestem Klaudynka. Madzia ma czarne włoski, spięte w dwa warkoczyki, a do tego niebieską sukieneczkę w różowe lis…


Może dalej bym jej słuchała, gdyby tylko umiała wypowiedzieć `s`. Jednak mój wzrok skupił się na czymś innym. Na czymś, a w zasadzie na kimś boskim. Taa, ja wiem, jestem zakochana w Maćku. Ale ten chłopak… Widziałam, jak patrzy na niego Aga. Dosłownie rozbierała go wzrokiem.


- Cześć – podał mi rękę i zaprezentował śnieżnobiały uśmiech. – Jestem Kuba. A ty?


- Zuza – odpowiedziałam i poczułam na sobie złowrogi wzrok Agi, więc szybko dodałam: - A to moja przyjaciółka Aga.


- Cześć – ten sam gest, ten sam uśmiech. Jednak ten do mnie był jakiś taki inny… Zupełnie inny…


- A., ja idę do Kamy…


- Co? Jasne, idź… - taką rozmarzoną widziałam ją jakieś trzy lata temu, gdy jeszcze chodziła z Łukaszem.


Nie bardzo wiedziałam, w którą stronę mam się udać, więc byłam zmuszona zapytać o drogę dziewięciolatki. Rok temu, razem z Angie, Kamą i Agą, chodziłyśmy z nimi po Starym Mieście w Gdańsku. Tak, dla jaj. Były nam potrzebne do cykania fotek xD.


- Dziewczynki, pamiętacie Angelikę? Córkę pani Doroty?


- Aaa, ciocię Angie, tak? – spytała ta cała Klaudynka czy jak jej tam było.


- Taaa, w którym przedziale jechała?


- Tam, do końca. W prawo.


- Spostrzegawcza jesteś – musiałam się na kimś wyżyć, po tym, jak mnie olała moja najlepsza kumpela. – Po lewej przedziałów nie ma.


Nie dziękując, czym pewnie naraziłam się tej bandzie wielbicielek Hany Pojebany, poszłam w stronę przedziału dziewczyn. Ze środka dobiegł mnie stłumiony rechot.


- Haha, o tym całym Glucie mówisz? Porąbana laska. Zabujała się w moim bracie – ten głos musiał należeć do Angie. – Wiecie, że ona też tu jest?


- Co?! – bez pukania wpadłam do środka. – To cholerne coś jest w tym pociągu, a ja o tym nie wiem?!


- Ooo, Zuza! Dawno cię nie widziałam.


- Angie, nie wnerwiaj mnie. Glut serio tutaj jest?


- Tak. Nie wiesz?


- Nie wiedziałam… Jest tutaj, żeby do Maćka zarywać… Innego sensu nie widzę.


- Zapewne. Ale się nie damy, co? – rozbrajał mnie jej nastrój bojowy.


- My?


- No, ty i ja.


- Ja i ty? – może jestem ciemna, ale nic z tego nie kumałam.


- Noo, Maciek ci jeszcze nie powiedział? – musiałam gdzieś uciec wzrokiem, a ten padł na trzy zupełnie nie znane mi dziewczyny. Żeby uniknąć dalszych beznadziejnych pytań Angie, zaczęłam z nimi gadać.


- Hej, Zuza jestem – podałam rękę pierwszej z brzegu, blondynce z grzywką.


- Natalia – uśmiechnęła się przyjacielsko.


- Zuza – kolejna była szczupłą ciemną blondynką.


- Majka.


- Zuza – ostatnia z dziewczyn była blondynką (nowość, prawda?) z zielonymi, roześmianymi oczami.


- Oliwia.


- Noo, to co tam u Was? Pierwszy raz z nami?


- Na to wygląda – Maja miała piękny uśmiech i śnieżnobiałe zęby. Na moment zaczęłam jej zazdrościć.


- Hm. To witajcie. Znacie wszystkich?


- Z Krakowa tylko ciebie. Z Maćkiem chodzimy do szkoły.


- Aha… A Gluta znacie, mam nadzieję?


- Tak – teraz odezwała się Oliwia. – Znamy ją aż za dobrze.


- W takim razie, pomożecie nam planować zemstę, ok?


- Jasne – Natalia wyraźnie ucieszyła się z tego powodu.


- Aaam, jeszcze jedno pytanie. Znacie Kubę?


- Kubę? Tego bruneta z grzywką?


- Taak, tego. Chyba jest z Wieliczki, tak?


- Taa. Jest od nas. A co? – Natalia chyba zbyt się nie cieszyła, że o niego wypytuję.


- A nic. Właśnie zarywa do mojej kumpeli.


- Do Agi?! – Kama w mig zerwała się z kanapy.


- Znasz inną porypaną?


- Wydawało mi się, że Aga nie jest w jego typie…


- A kto jest? – chyba przypadkiem wyrwało się Natalii.


- Zuza.


- Ja?!


- Dobra, ja się już nie odzywam.


Po minucie ciszy do przedziału wparowała pani Anecka.


- Ok., zbieramy się. Pociąg już staje na stacji. Nie pchajcie się!


- Dobrze, proszę pani.


Wyszłam z tego cholernego przedziału i zaczęłam szukać Agi. Z głupoty zapomniałam, że pociąg szarpie, gdy się zatrzymuje. Jednak nic mi się nie stało, nawet nie upadłam na podłogę. Poczułam tylko zapach perfum, coś w stylu CK one.


wciąż czuję twój oddech


zapach twoich perfum


te oczy jak Pacyfik


chcę znowu w nich tonąć


przytulić się do ciebie


poczuć się


bezpieczna**






- Zuza, nic ci się nie stało?– Kuba miał mega kojący głos.


- Nie, chyba nie. Dzienks.


- Nie ma sprawy. Jakoś się później odwdzięczysz.


Nie bardzo wiedziałam, co ma na myśli. Może to i lepiej? Stojąca już na stacji Aga rozmawiała z Maćkiem i Wojtkiem. Dlaczego wszyscy muszą mieć jakieś tajemnice, które z reguły dotyczą mnie?


- Zuza! Cho! – nigdy mi jeszcze nie przyszło do głowy, że głos Maćka może we mnie wywołać dreszcze. Aż mi się zimno zrobiło…


- Dzięki za torbę. Mogę?


- Zostaw. Weź mój plecak, jest lżejszy.


- ??????????????????????????????????????????????????????????????????? Co ja w ciąży jestem?!


- No chyba nie… Bierz już ten plecak i nie gadaj.


Albo mi się wydaję, albo oni mają przede mną jakieś mega wielkie tajemnice, których nie było mi dane poznać. A przynajmniej nie teraz.


- Aga? Chodź na słówko…


- Zuza, sorry – zajebiście. Odmawia mi już drugi raz tego samego dnia. Rekord! – Pogadamy później, ok.? Teraz musimy przenieść torby do tych busów. Jakby nie mogli zaparkować bliżej!


Super, teraz będę musiała słuchać jej narzekań. Idealne wakacje. A miał być luz, blus i kasztany… W końcu zatrzymaliśmy się przed jakimś morsko-niebieskim gruchotem bez przedniej szyby. Luksus, nie?


- Ok., no więc macie się nie ryć! – pan Ryszard (!) był moim ulubionym wychowawcą. Zawsze potrafił nas tak wkurzyć, że aż nam się nie chciało go oglądać podczas kolacji, dlatego zawsze brał nasze porcje, by potem wyglądać jak Obelix i Shrek w jednym. Jego pseudo brzmiało Pielgrzym (dla znajomych Pilgrim), bo zawsze miał tyle gazu w dupie, że w jeden dzień potrafiłby przejść chyba z 8 pielgrzymek do Watykanu. Tam i z powrotem.


- A można wchodzić przez szybę? – Łukasz mnie czasami dobijał. Zdaję się, że tym tekstem dobił teraz panią Sylwię, bo dostał w głowę ‘Claudią’ z zachęcającym tytułem na okładce: ‘Nasz seks. Jaki jest naprawdę?’. Hmm, bardzo ciekawe jaki xD.


- Łukasz bez zbędnych pytań – ha! Czyli dalej pamiętał nasze imiona. Pięć lat to jednak dużo czasu… - Zuza! Nie gap się tak na Maćka, tylko wchodź!


Nie no, tym tekstem mnie rozbroił. Poproś kiedyś kogoś by przy grupie 100 osób, z czego znasz 90, ktoś ci powiedział, żebyś się nie gapiła na chłopaka, jeszcze w jego obecności…


- Panie Pil… (dobrze, że się powstrzymałam. On nie wie o swoim megazajebistym pseudo!), ehm, panie Ryszardzie, ja się wcale na Maćka nie gapię!


- Zuza – starał mi się wytłumaczyć ten debil Bambi – winny się tłumaczy!


- Żebyś ty się zaraz nie nabił na tą szybę!


- Ooo, kogo my tu mamy – jeszcze ta zołza! Jak już jest pech, to 24/7…


- Ooo, Glut. Witaj – ha, ha. Dobrze jej tak.


- Widzę, że jesteś w nastroju do żartów – uśmiechnęła się tym swoim końskim ryjem. – Hej, Maciuś – i cmoknęła go w policzek. Czemu ja nie mam na n-k w znajomych terminatora?


- Cześć, Patrycja – kocham go. Nie pocałował jej, tylko się wytarł! Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah, yeah!


- Nie lubisz truskawek? – spytała słodko.


- Wolę brzoskwiniowy Zuzy – what? Ja mam brzoskwiniowy błyszczyk? Nawet jeśli, to skąd on o tym wie?


- Rozumiem, stara, dobra Zuza. No nic, ja mam brzoskwiniowy krem na zmarszczki. Chcesz, Zuza, to ci pożyczę…


- Nie szczególnie. Tobie bardziej się przyda – i pociągnęłam Agę i Maćka za sobą do tego mega wygodnego busa. W środku był całkiem przyjemny, jeśli nie liczyć martwych much na szybach i plam po salsie. Nie było tam siedzeń tylko takie dziwne coś, w czym się śpi np. w autobusach na trasy koncertowe (zapomniałam nazwy!). Powkładaliśmy tam torby i zaczęliśmy gadać.


- Ja mam brzoskwiniowy błyszczyk?


- No, teoretycznie… - odpowiedział Maciek, trochę speszony.


- Ok… Możecie mi teraz wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi?


Momentalnie zaczęli gadać o czymś innym.


- Hej, Aga, wiesz, kto będzie w sierpniu w Krakowie na Coke’u?


- No kto?


- Muse!


- No to idziemy! W Krakowie jeszcze plakatów nie powiesili. Chamy jedne!


Nie słuchałam ich. Co mnie obchodziło, że ostatnia piosenka Łosiów była megahiperzajebiaszcza, jak się wyraziła moja przyjaciółka. Ja tam wolę Paramore. Oddaliłam się od nich o 4 metry i zaczęłam myśleć, co by było gdyby…


- Zuza! – głos Mai wyrwał mnie z rozmyślań. – Wszędzie cię szukałam!


- Hej. Gdzie Angie i reszta?


- Aaa, gdzieś tam się cisną.


- Słuchaj, Maja, ty nie wiesz, o co chodzi Maćkowi i pozostałym? Wszyscy się na mnie tak dziwnie gapią i szepczą…


- Wiem, ale ci nie mogę powiedzieć – Maja była najbardziej szczerą osobą z którą rozmawiałam tego dnia. – Wybacz.


- Spox, przynajmniej mnie nie zignorowałaś.


- Podobasz się Maćkowi… I Kubie…


- CO?! – nie żartuję, popatrzyłam na nią jak na Amy Winehouse.


- Podobasz się Maćkowi i Kubie…


- Majka, może wyglądam jak idiotka, ale nią nie jestem!


- Ja cię nie oszukuję… Ja mówię całkowicie serio… Odwróć się, tylko delikatnie, i zobacz, jak Maciek na ciebie patrzy…


Zrobiłam to, co mi kazała, delikatnie niby od niechcenia odwróciłam się. Maciek nie zdążył przechylić głowy, mało tego, spojrzał mi głęboko w oczy, mimo tych dzielących nas 4 metrów… Z uśmiechem na ustach odwróciłam się do Majki. Żadna z nas nie była idiotką.


- Ok., z Maćkiem to ci wierzę. Ale o co cho z tym Kubą?


- Noo. Podobasz się Kubie.


- Jezu, kiedyś było tak, że nikomu się nie podobałam, a teraz aż dwum… Zajebiście.


- Jak chcesz, to ja chętnie przejmę Kubę. To drugie po Maćku ciacho w tym busie.


- Rób z Kubą co chcesz…


- Dzienks! – była z tego powodu szalenie zadowolona. Przez mózg mi przeszło, że one wszystkie muszą tego Kubę wręcz ubóstwiać. Mi się wydawał chamski i zapatrzony w siebie… Gdy tak błądziłam w tych moich myślach, ktoś podszedł do mnie od tyłu i złapał w pasie.


- Hmm – mruknęłam, w przekonaniu, że obejmuje mnie Maciek – słodki jesteś, tylko nie wiedziałam, że taki szybki…


- Jeszcze mnie nie znasz – odparł Kuba i pocałował mnie w szyję. Nie ukrywam, przeżyłam lekki wstrząs, ale…


- Kuba?! Sorry, pomyliłam cię z kimś innym! – wykrzyczałam to na tyle głośno, żeby każdy, kto był wtajemniczony w ten ich plan ‘Zuza i Maciek’ mnie usłyszał i ściągłam jego ręce z moich bioder. Szybko się przemieszczał, nie?


- Eee – chyba jeszcze żadna laska mu nie odmówiła. – Zobaczymy!


I odszedł. Nie bardzo wiedziałam, co znaczy to jego `Zobaczymy`, ale mimo wszystko się nie przejęłam.


- Bardzo dobrze, że spławiłaś tego Kubusia – nagle obok mnie wyrosła Aga.


- Hmm? Nie zrobiłam tego, dlatego że mi się nie podoba, wręcz przeciwnie, tylko dlatego, że kocham Maćka…


- To się dobrze składa! – odparła z szerokim uśmiechem i znowu mnie zostawiła. Trzeci raz tego samego dnia…


Nareszcie ruszyliśmy. Trochę szarpało, a ja nie miałam się kogo złapać. Stałam tam sama, przy jednej z tych much, i się zastanawiałam, jak to jest być jedną z nich. Zero miłości, jesz, co chcesz, i do tego masz skrzydła. I żyjesz tak sobie spokojnie, dopóki nie wpadniesz na szybę jakiegoś jaguara (żeby było śmieszniej, marka tego busa to właśnie jaguar!) albo jakiś palant nie zabije cię ‘Playboyem’ czy innym szmatławcem…










*pan Ryszard jest prawdziwy i jako jedyny nie ma zmienionego imienia.


Jego oficjalne pseudo to serio Pielgrzym lub Pilgrim.






**wszystkie teksty piosenek, które są lub będą zamieszczane, są napisane przeze mnie.